wtorek, 24 maja 2022

ELTRA - światowa marka [wideo i zdjęcia]







      Zakłady Radiowe "Eltra" w Bydgoszczy to wielka historia, której nie da się opisać w jednym poście. Nowe technologie, boom elektroniki, tranzystorowy rozwój przedsiębiorstwa oraz kadra. To jedne z wielu czynników, dzięki którym "Eltra" stała się na świecie rozpoznawalną bydgoską marką. Przedsiębiorstwo założono w 1923 roku i jest jednym z najstarszych istniejących fabryk branży elektrotechnicznej w Polsce. W 1959 roku wyprodukowała pierwszy polski radioodbiornik tranzystorowy Eltra MOT-59. Zapraszam do lektury artykułu Jerzego Jaśkowiaka, który ukazał się w tomie piątym Kroniki Bydgoskiej z lat 1971-1973. Autor napisał go w związku z przypadającą w 1973 roku 50. rocznicą istnienia zakładu. Opisy zdjęć na końcu posta.

„ELTRA” - JUBILAT NOWOCZESNY

    Półwiecze „Eltry” w sposób wzorcowy ilustruje drogi rozwoju przemysłu bydgoskiego, jest wypadkową tego co się w przemysłowych zakładach Bydgoszczy w okresie międzywojennym i już w Polsce Ludowej działo. Czyż inżynier Stefan Ciszewski zakładając w 1924 roku nad Brdą małą fabryczkę podzespołów elektrycznych nawet w najśmielszych marzeniach mógł widzieć w tym zakładzie zalążek wielkiego kombinatu o najnowocześniejszym profilu produkcji? Oczywiście nie. I to nie tylko dlatego, iż w owym czasie nikt jeszcze o elektronice nie słyszał. Po prostu warunki ekonomiczne kraju nie stwarzały wówczas szansy tak dynamicznego rozwoju małej fabryki w wielki, wielozakładowy kombinat. Stworzyła je dopiero powojenna struktura ekonomiczna i społeczna, fakt, że obraliśmy socjalistyczną drogę rozwoju.

 
1.

     Tak więc, jeśli chcemy spojrzeć wstecz na drogę, którą przebył zakład w tym półwieczu, to przede wszystkim musimy przypomnieć sobie fakty z ostatnich niespełna lat trzydziestu. W nich to bowiem znajdziemy jedynie właściwy punkt odniesienia do dzisiejszej rzeczywistości.

2.

    Pierwsze lata powojenne to okres ponownego rozruchu zakładu, montowania maszyn odzyskanych i sprowadzonych z głębi byłej Rzeszy. I prawie natychmiast po tym szybkim pionierskim rozruchu — stale postępujący rozwój produkcji i wzrost liczebności załogi. Zniszczony wojenną pożogą kraj potrzebował elektrycznego sprzętu równie pilnie jak wielu innych, niezbędnych dla funkcjonowania gospodarki i życia produktów. Więc niebawem po tym rozruchu — decyzja o rozbudowie zakładu. Na piaskach nad brzegiem rzeki stanął pierwszy, nowy budynek produkcyjny, tak zwany obiekt A. Po nim trzy dalsze, oznaczane kolejnymi literami alfabetu...

3.

    Ten pierwszy etap rozbudowy zakończył się w 1954 roku postawieniem bloku remontowo-narzędziowego ze świetlicą. Przez cały ów okres, rynek ciągle chłonął sprzęt elektrotechniczny i ten stanowił o głównym profilu Zakładów Wytwórczych Sprzętu Instalacyjnego, bo taką nazwę przyjął po wojnie dawny „Ciszewski”.

4.

    Spora część oddziałów fabryki rozlokowana była jeszcze wówczas w licznych barakach. W Nakle pracowała filia ZWSI, wykonując automaty dla całego przedsiębiorstwa. Trwało to do 1957 roku.

5.

    Przełomową dla dalszych losów zakładu decyzją stało się jego podporządkowanie Zjednoczeniu Przemysłu Elektrotechnicznego. To „przeszeregowanie” zakładu nie było naturalnie, li tylko czczą formalnością. Należało odejść od tradycyjnego, „starego” profilu produkcji, jąć się elektroniki, o której większość załogi wiedziała wówczas tyle co nic. Więc żeby wykorzystać istniejące już w zakładzie środki produkcji, a jednocześnie wyprodukować pierwsze wyroby bezpośrednio dla klientów, uruchamiano w tym przejściowym okresie szereg nowych asortymentów — suszarki do włosów, tablice wagowe, przełączniki. Z czasem zakład przekazał tę produkcję wraz z całym osprzętowaniem i technologią innym fabrykom, a sam dalej szukał możliwości produkowania asortymentów coraz bliższych jego elektronicznym ambicjom

6.

    Kiedy zapadła decyzja o podjęciu produkcji pierwszego odbiornika tranzystorowego, ówczesna „Eltra” nie miała jeszcze wypisanej na swoich szyldach dumnej nazwy — Zakłady Radiowe — ale trzon kadry zdawał sobie sprawę, że w tej właśnie produkcji leży przyszłość przedsiębiorstwa.

7.

    Była to decyzja odważna. Podjęto zupełnie nieznaną produkcję i to nie w oparciu o licencję, bo nie był to czas sprzyjający licencyjnym zakupom, a jedynie korzystając z dostarczonego wzoru. Trzeba go było nie tylko obejrzeć, podpatrzyć, ale i „nadgryźć” technologicznie, bo tych procesów poprzedzających gotowy wyrób, a decydujących o jego jakości, nie miał wypisanych na „czole”. Kto miał to zrobić? Przecież fachowców radiowców i elektroników w zakładzie nie było. Należało ich znaleźć i zdobyć, ale przede wszystkim należycie wyszkolić własną kadrę.

8.

    I tak się stało. Solidny „zastrzyk” odpowiednio przygotowanych ludzi dała uruchomiona przy zakładzie szkoła pomaturalna.

    Stara kadra też nie zasypiała gruszek w popiele i intensywnie „łykała” tajniki nowych technologii i konstrukcji. Energia, wysiłek i optymizm ludzi złożyły się w sumie na pierwszy konkretny efekt, któremu od nazwy zakładu dano imię „Eltra”. Mały ten odbiorniczek o parametrach nie ustępujących wiele ówczesnym standardom światowym, formatem odpowiadający aktualnej modzie — rychło zdobył krajowy rynek i klientów zagranicznych. Oczywiście, kiedy w 1959 r. opanowano konstrukcję i technologię tego pierwszego tranzystora grającego — nie brakowało wątpliwości i trudności, a jeden inżynier, którego nazwisko tu przemilczymy, zapowiadał nawet, iż prędzej mu na dłoni pelargonia wyrośnie niźli „to-to” pocznie grać. A zagrało — choć pelargonii złośliwi na próżno szukali na inżynierskiej dłoni... Zakwitła wszakże obficie w doniczkach rozstawionych na parapetach sali montażu.

 

    Przecież zgłębienie tajników radioelektroniki nie było jedyną barykadą, którą w tym nowym całkowicie profilu udało się „Eltrze” sforsować. Brak chętnych kooperantów do podjęcia produkcji podzespołów, najprzeróżniejszych detali, zmusił zakład do uruchomienia całego nowego zespołu asortymentowego, jak choćby przetwórstwa tworzyw sztucznych, termicznej ich obróbki, fototechnicznej produkcji skali itp. 

10. 
 
 11.
 
    Jednocześnie „Eltra” przeżywała drugi etap rozbudowy. Potem nadszedł etap trzeci, wraz z budową pierwszego w Bydgoszczy wieżowca. Powstało własne biuro konstrukcyjne. Po „Eltrze” pojawiły się dalsze odbiorniki — te dziś już prawie zapomniane  „Trampy”, „Kolibry”, „Sylwie” — po nich coraz bardziej chwalone „Miniory”, „Ary”, wreszcie „Kamile”, które zapoczątkowały całą „rodzinę” eltrowskich' „dziewcząt” na najnowocześniejszej „Jowicie” kończąc. Wiele tych odbiorników zdobyło nie tylko uznanie szerokiej rzeszy klientów, ale także oszczędnych w pochwałach znawców. Świadczą o tym liczne dyplomy, pośród których nie brak i medali przyznanych na krajowych targach.

Historia Zakładów Radiowych "ELTRA" w Bydgoszczy. Opowiada Elektronika. 
Postać złożona z kondensatora, warystora, cewki oraz z czterech kabelków

    Słowem, nie musi się zakład wstydzić tej swojej radiowej produkcji, a przecież nie powiedział w niej jeszcze ostatniego słowa. Wraz z podnoszeniem kwalifikacji, rosnącą fachowością, polepszała się i polepsza jakość eltrowskich wyrobów, a blisko trzy miliony odbiorników, które do tej pory przez te piętnaście lat (jak ten czas leci!) wyprodukował, też najwymowniej świadczą, iż podjął produkcję, na którą czekali klienci.

 12.
 
    Wymagania rynku sprawiały i nadal sprawiają, że mimo znacznego rozwoju zakładu nie pomogła tzw. mała przebudowa, w trakcie której podwyższono „historyczny” już pierwszy po wojnie postawiony obiekt. Nie rozwiązały również sytuacji ani nowy blok techniczno-socjalny ani przeniesienie części produkcji do Gniewu i Białogardu.

    Jeśli produkcja rosła dwa razy szybciej niż zatrudnienie — czyż mogło stać się inaczej? Rocznie efektywna produkcja wzrastała o 15%, a nawet i 20%. To duże skoki, i chociaż w siedemdziesięciu procentach wzrost ów zawdzięcza „Eltra” wydajności pracy, przecież i nowych stanowisk musiało przybywać.

    Dziś Zakłady Radiowe „Eltra” wraz z zakładami w Białogardzie, Gniewie i byłymi „Akordeonami” liczą sobie ponad pięć tysięcy pracowników, a więc jeszcze raz tyle, jak w latach startu do wielkiego przełomu. W tamtych czasach technologiczne i organizacyjne przygotowanie produkcji pierwszego aparatu radiowego trwało cały rok. Dziś w ciągu jednego roku „Eltra” wchodzi na rynek z dwoma, trzema nowymi typami odbiorników o nieporównanie bardziej skomplikowanej, a jednocześnie nowocześniejszej konstrukcji. Więc macierzysty zakład nadal trzeszczy w szwach i tak długo będzie to trwało, pokąd cały montaż odbiorników nie zostanie przeniesiony do nowego obiektu na Glinkach.

13.

    Dopiero ta operacja pozwoli na złapanie pełnego oddechu, na pokuszenie się o produkcję innych — obok aparatów radiowych — asortymentów wyrobów elektronicznych, użytecznych zwykłemu klientowi. Możliwości są praktycznie nieograniczone i z każdym rokiem większe. Rzecz w tym aby trafić w przysłowiową dziesiątkę z takim produktem, który natychmiast chwyci na rynku. Że nie będzie to łatwe, ani proste? Cóż, taka już specyfika przemysłu elektronicznego, iż nie dysponuje on gotowymi technologiami, które mogłyby temu czy innemu zakładowi zostać podane na tacy. Ale wszakże i w najnowszej historii zakładu jakże liczne znalazłoby się przykłady dowodzące tego, że to, co dwa, trzy lata temu wydawało się niezwykle trudne i skomplikowane, dziś sprawia wrażenie niesamowitej łatwizny.

14.

    Nie wracam tu celowo do przykładu podjęcia zupełnie nowej dla załogi produkcji aparatów radiowych. Ale czyż np. operacja przeprowadzki całego działu automatów z Nakła do Bydgoszczy wykonana, co warto przypomnieć, własnymi siłami — była wówczas zadaniem łatwym? A jednak została ona zrealizowana w ustalonym terminie i trybie, jak zresztą wiele innych, ważniejszych jeszcze przedsięwzięć, które cytować by tu można było całymi kopami. Bezsporne osiągnięcia, owe zwycięskie batalie o nową produkcję, są niepodważalną zasługą załogi. Rósł zakład i rozwijał się, a ona wraz z nim. Iluż frezerów, elektryków, tokarzy i techników wyrosło pośród niej na inżynierów i kierowników. Ba! Dała „Eltra” dobrych dyrektorów paru największym zakładom w Bydgoszczy, a byli i tacy, którzy awansowali do Zjednoczenia. W dzierżoniowskiej „Diorze”, Białogardzie i paru innych zakładach w kraju też znajdziemy sporo ludzi przynoszących „Eltrze” chlubę. Większość wyrosłej tu kadry pozostała jednak zakładowi wierna i ona to, ta stara i wypróbowana gwardia, stanowi dziś trzon załogi, ów kręgosłup, na którym opiera się cała „Eltra”. Odnosi się to stwierdzenie, oczywiście, nie tylko do tzw. pionu inżynieryjno-technicznego, ale i do całej rzeszy fachowców wypróbowanych na swoich stanowiskach pracy, sprawdzonych w niejednym trudnym zadaniu.

    15.
 
    Przykładem tu wcale nie wyjątkowym był dyrektor Władysław Mikołajczyk, zwany potocznie Mikołajem, który to przydomek nie tyle świadczył o spoufaleniu się załogi z szefem, ile o jego silnych z nią związkach. Ta silna więź dyrektora z załogą i zakładem była faktem bezspornym, wraz z jubileuszem „Eltry” obchodził on swój niecodzienny jubileusz — dwudziestolecia włodarzenia przedsiębiorstwem. To rocznica rzadko spotykana pośród — jak to dziś modnie się mówi — menadżerów przemysłu — a przecież nieprzypadkowa, bo jak wspomniałem, ludzi trwale związanych z zakładem jest sporo i to na różnych stanowiskach.
 
16.

    W tym coś jest — mówi wielu przyglądających się „Eltrze” z boku, ale nie ma w owym stwierdzeniu słowa przygany, a wprost przeciwnie. Jest uznanie i pewna forma zdziwienia. Wszakże załogę ten faki nie dziwi nawet w najmniejszym stopniu: po prostu dobrze się pracuje w zakładzie coraz to nowocześniejszym, nie tkwiącym w martwej sadzawce stagnacji, pośród ludzi nie spoczywających na laurach, a trawionych ambicją robienia rzeczy coraz to nowszych, nowocześniejszych, nadążających nie tylko za kapryśną modą, ale i za postępem.

17.

    — Trzeba być elastycznym, to cała tajemnica — podsumowują te rozwalania członkowie aktywu zakładu, z którymi siedliśmy sobie, aby nieco powspominać — jak to dawniej bywało.

    — Drzewiej? Otóż to! Milowe kroki rozwoju zakładu sprawiły, że to, co działo się przed dwudziestu, dziesięciu, czy zgoła pięciu laty, dziś wydaje się już odległą historią. Po prostu — inaczej liczy się czas dziś, a inaczej liczył przed pięćdziesięciu laty, kiedy Ciszewski swoją energią dał skromne podwaliny pod kombinat Zakładów Radiowych „Eltry”. To, że z tej maleńkiej ongiś fabryczki wyrósł potentat wielozakładowy, jest zapewne synonimem czasów, w których żyjemy. Ale także — a chyba przede wszystkim — zasługą pracujących tutaj ludzi.

Opis zdjęć: 

1. Archiwum Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy

2. Reklama w Kronice Bydgoskiej   

3. Zdjecie pochodzi z forum Skyscrapercity

4. Kawiarnia w piwnicy zaadaptowanej przez pracowników "Eltry" (klub Sezam)

5. Hala montażowa krajowego potentata w produkcji radioodbiorników i radiomagnetofonów tranzystorowych Zakładów Radiowych Unitra-Eltra.
Rok 1983. Fot. Ildefons Bańkowski

6. Na zdjęciu Julian Maciuba pracuje na stanowisku sprawdzania izolacji organów.
"W grudniu 1988 roku Zakłady Radiowe "Eltra" w Bydgoszczy obok różnorodnego asortymentu sprzętu powszechnego użytku, z największym swoim szlagierem jakim jest odtwarzacz laserowy płyt CD, produkują także elektroniczne instrumenty muzyczne. Stąd pochodzi 5 modeli organów elektronowych, przeznaczonych głównie do nauki gry na instrumentach klawiszowych. Mają wiele zalet, wśród nich między innymi rozmiar pasujący do współczesnych wnętrz. Chętnie kupowane są przez osoby prywatne, także szkoły, w tym muzyczne i domy Kultury. Rocznie powstaje ich w bydgoskiej "Eltrze" około 5000 sztuk, co jednak nie zaspokaja w pełni zapotrzebowania. Konstruktorzy zakładów ciągle pracują nad kolejnymi generacjami tych instrumentów". Źródło: fotopolska / esski

7. Historia radia w Polsce - Polskie odbiorniki tranzystorowe. Firma: ELTRA Bydgoszcz,
Model : Koliber 1. Rok prod. 1960/64 

8. Bydgoskie marki: 9 listopada 1958 r. wyprodukowano pierwszy w kraju miniaturowy radioodbiornik tranzystorowy, zaprojektowany w 1958 r. przez zespół pod kierownictwem inż. Romana Paluchowskiego w zakładach “ELTRA” w Bydgoszczy. Radioodbiornik Eltra MOT-59 w ochronnym etui. Źródło: legendy-prl.pl

9. Kalkulator BRDA 12U z zasilaczem i etui 

10. Medal okolicznościowy. Archiwum: Ryszard Ludwik Ściesiński

11. Medal okolicznościowy. Archiwum: Ryszard Ludwik Ściesiński
 
12.  Radio serii RPC produkcji ZR "Eltra". Źródło: "Bydgoszcz 1346-1996" Wydawnictwo Tekst.

13. Opis: 10.01.1980, Bydgoszcz, Polska, Zakłady Radiowe "Unitra-Eltra", radiomagnetofony. Fot. Jarosław Tarań/KARTA [80-19], udostępniła Danuta Kszczot-Tarań.
źródło: Archiwum Fotografii Ośrodka KARTA

14. Wojewódzka Wystawa Książki Technicznej w Bydgoszczy. Wieżowiec ZR "Eltra". Ulica Dworcowa, piętro I. Źródło: (fb) Archiwum Domu Książki w Bydgoszczy, 1966.

15. Wojewódzka Wystawa Książki Technicznej w Bydgoszczy. Wieżowiec ZR "Eltra". Ulica Dworcowa, piętro I. Źródło: (fb) Archiwum Domu Książki w Bydgoszczy, 1966.


16. Wojewódzka Wystawa Książki Technicznej w Bydgoszczy. Wieżowiec ZR "Eltra". Ulica Dworcowa, piętro I. Źródło:
(fb) Archiwum Domu Książki w Bydgoszczy, 1966.
 

17. Wojewódzka Wystawa Książki Technicznej w Bydgoszczy. Wieżowiec ZR "Eltra". Ulica Dworcowa, piętro I. Źródło: (fb) Archiwum Domu Książki w Bydgoszczy, 1966.
 

2 komentarze:

  1. Mójbdziadek tam pracował.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisana historia, mój ojciec był tam na praktykach przez 2 lata

    OdpowiedzUsuń