środa, 18 stycznia 2023

Budowa Szpitala Jurasza

„Z szacunku dla dokonań. Z dziejów Szpitala Klinicznego im. dr Antoniego Jurasza” to niesamowita monografia autorstwa dr Mieczysława Boguszyńskiego, wieloletniego dyrektora szpitala, pasjonata historii i dziejów medycyny. Autora książek pt. ”Onkologia w Bydgoszczy, ”Od warsztatu balwierskiego do szpitala klinicznego. Z kart historii bydgoskiego lecznictwa” oraz ”W kręgu Eskulapa. O 100-letnim szpitalu im. Janusza Korczaka i lecznictwie w Szubinie”.  Publikacja zawiera ogromną ilość informacji o planowaniu, projektowaniu, zdobywaniu środków na budowę oraz o życiu Szpitala Jurasza. Oto zdjęcia i kilka fragmentów książki. Poniższy post powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa "Pejsaż" w Bydgoszczy. Gorąco polecam...
 

Szpital w latach 30. XX w.
 
[...] Uchwała Rady Miejskiej z dnia 23 lutego 1928 roku miała doprowadzić do wybudowania Szpitala Miejskiego na Skrzetusku przypuszczalnym kosztem 6 400 000 zł, który pokryje się częściowo z pożyczki, częściowo funduszami miasta. Kończyła ona czas dyskusji i rozważań. Tak jak ostatecznie zdecydowano, projekt opracował własny Wydział Budownictwa Naziemnego pod kierownictwem inż. arch. Bogdana Raczkowskiego. 

 
Dokumentację w podległym referacie projektowania wykonał zespół kierowany przez młodego, zdolnego, 23-letniego wówczas, arch. bud. Kazimierza Skicińskiego, absolwenta Państwowej Szkoły Budownictwa w Warszawie. W Bydgoszczy cieszył się opinią solidnego fachowca. Według kierownika Wydziału Budownictwa Naziemnego, z czerwca 1927 roku, Kazimierz Skiciński wszelkie powierzone mu prace wykonuje skrupulatnie, nie liczy się z ilością godzin biurowych.
 
Według ostatecznie przyjętego opracowania z kwietnia 1928 roku podpisanego przez inż. arch. B. Raczkowskiego i dr E. Soboczyńskiego, miał powstać szpital na 500-660 łóżek. Ustalono, że realizacja będzie rozłożona w czasie. Jako pierwszy, 100 metrów od ulicy Nowomiejskiej, zwanej też Projektowaną (obecnie ul. M. Curie-Skłodowskiej), wzniesiony zostanie czterokondygnacyjny budynek główny o rozpiętości 180 m, o ciekawej fasadzie z wysuniętymi po obu stronach części centralnej werandami wypoczynkowymi dla chorych.

 
Po zatwierdzeniu 4 maja dokumentacji przez Wojewodę Poznańskiego, Zarząd Miejski podpisał umowę z Antonim Jaworskim, właścicielem Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjno-Budowlanych w Bydgoszczy na wykonanie prac ziemnych, murarskich i betoniarskich przy budowie głównego bloku szpitala na Skrzetusku.

  
Wybór A. Jaworskiego nie był przypadkowy. Swój zakład prowadził od 1924 roku. Szybko dał się poznać jako solidny przedsiębiorca, znany nie tylko w Bydgoszczy, ale również na terenie Polski. Jego firma pracowała przy budowie Dworca Morskiego i Szkoły Morskiej w Gdyni. Budowała szpital w Białymstoku, budynki dworca Łódź Fabryczna, dworzec kolejowy w Karsznicach i obiekty wojskowe.
 
Ustalono, że na postawie przedstawionego kosztorysu za wykonanie robót i dostarczone materiały, A. Jaworski otrzyma 992 342,35 zł. Za każdy dzień spóźnienia miał płacić karę konwencjonalną w wysokości 100 zł. Przyjął też inne warunki, np. że zatrudni wyłącznie pracowników stale mieszkających w Bydgoszczy i skierowanych na jego wniosek przez Urząd Pośrednictwa Pracy, że liczba uczniów może wynosić nie więcej jak 1/3 zatrudnionych. Roboty ziemne i murarskie rozpoczęły się pod koniec czerwca 1928 roku. W lipcu poświęcono kamień węgielny. 

 
W chwili rozpoczęcia budowy nikt nie wspominał już o dalszych obiektach, przedstawionych na rysunkach pełnej dokumentacji. Skupiono się na budynku głównym. Pozostałe zostały czasowo wykreślone, co przestawia załączony plan. Już pierwszy etap był bowiem dla miasta znacznym obciążeniem. 
 
Początek był obiecujący. W ciągu dwóch sezonów budowlanych 1928-1929 wzniesiono, w stanie surowym, duży, czterokondygnacyjny budynek główny o rozpiętości 180 m. W tym pierwszym etapie wykorzystywano własne środki pieniężne magistratu. W następnych liczono na pomoc banków. Z pewnością tak by się stało, gdyby nie światowy kryzys ekonomiczny w latach 1929-1933. Rosły ceny, spadała produkcja. Budowa szpitala uległa spowolnieniu. Pierwsze złe sygnały pojawiły się pod koniec 1929 roku.


 
Gdy roboty prawie ustały, doszło na terenie budowy do niemałej sensacji archeologicznej. Podczas kopania rowu pod kanalizację, robotnicy natrafili na skorupy, nieuszkodzone naczynia oraz szkielety ludzkie. Wezwani historycy, z archeologiem prof. Zygmuntem Zakrzewskim z Poznania na czele, stwierdzili, że są to ślady cywilizacji sprzed kilku tysięcy lat. W dniu 20 września 1930 r. pisał o tym też „Dziennik Bydgoski”, że w czerwcu odkryto prehistoryczne groby z epoki łużyckiej. Znaleziono tam m.in. 28 popielnic i kamienny młotek. 
 
Gotowy do otwarcia szpital ze swoją charakterystyczną, piękną fasadą, ozdobioną, w części centralnej wypoczynkowymi balkonami dla chorych, już zewnętrznie sprawiał bardzo korzystne wrażenie. Uruchomiony został w poniedziałek 13 grudnia 1937 roku.
 
Wrażenia po otwarciu opisali dziennikarze w miejscowej prasie. Zwrócili uwagę na estetyczne wykończenie wnętrz, piękne kolorowe posadzki w holach i oddziałach (zachowane do dnia dzisiejszego), osobne windy dla przewozu chorych, dla odwiedzających i dla transportu żywności (w starym szpitalu pacjentów wnosiło się lub wprowadzało na piętro po schodach). W oddziałach sale różnej wielkości. 
 
Hole w centralnej części szpitala
 
 
Taras wypoczynkowy na IV piętrze

Sala operacyjna chirurgicznaa
 
Dla ubezpieczonych przeznaczone były duże 6 do 12-łóżkowe pokoje III klasy, dla pacjentów prywatnych, czasem za dodatkową dopłatą także dla ubezpieczonych, przygotowano 2-łóżkowe pomieszczenia II klasy. Samopłacącym, jak wówczas nazywano chorych prywatnych, oferowano także 1-osobowe pokoje I klasy. Zachwycano się radiofonizacją sal chorych ze słuchawkami przy każdym łóżku. 
 
Sala chorych na 12 łóżek

Sala operacyjna ortopedyczna

Szybki kontakt z pielęgniarką i lekarzem zapewniała przyłóżkowa sygnalizacja świetlna i dźwiękowa. Nad podłogą, przy wejściu do każdej sali, znajdowało się oświetlenie nocne. 
 

Szczególne zainteresowanie budził nowoczesny wówczas aparat rentgenowski przeznaczony zarówno do badań diagnostycznych, jak i zabiegów leczniczych. Jak pisano, aparatu tego rodzaju nie ma nigdzie w dalekim promieniu; dysponuje nim dopiero szpitalnictwo gdańskie lub zagraniczne. Duże ułatwienie stanowiła tzw. kula, aparat rentgenowski do badań przyłóżkowych. Lampa kwarcowa i aparat do diatermii pozwalały na przeprowadzanie zabiegów fizykalnych.
 

 Zlokalizowany poza miastem budynek otoczony był ogrodzonym, rozległym terenem w granicach wyznaczonych dzisiejszymi ulicami: M. Curie-Skłodowskiej, dr. A. Jurasza, Powstańców Wielkopolskich i Stefana kard. Wyszyńskiego. Z części gruntu, jako parku, mogli korzystać pacjenci.
W 1935 roku wykonano ciekawe zdjęcie z terenu budowy w kierunku obecnej ul. M. Curie-Skłodowskiej. Gdzieś daleko w tle ledwo widoczna Bydgoszcz. Za płotem po prawej to kierunek obecnej ul. A. Jurasza. Gdyby ktoś miał dziś wątpliwości, że szpital powstawał w szczerym polu, poza miastem.
 
Kaplica szpitalna
 
 

niedziela, 8 stycznia 2023

Budowa Filharmonii Pomorskiej

Rok 2023 został ogłoszony rokiem Andrzeja Szwalbego, dlatego publikuję artykuł dr Agnieszki Wysockiej pt. Historia budowy bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej, który ukazał się w II tomie książki Andrzej Szwalbe i jego dziedzictwo, wydaną z inicjatywy Stowarzyszenia im. Andrzeja Szwalbego Dziedzictwo. 
  
Bardzo duża garść informacji o Andrzeju Szwalbe oraz m.in. o słynnej akustyce bydgoskiej filharmonii i różnych innych ciekawych koncepcjach, założeniach i planach budowy naszej Filharmonii
 
Elewacja frontowa, 1953 r., proj. inż arch. Andrzej Strachocki, inż. arch. Zbigniew Krasnodębski, ze zbiorów Archiwum Filharmonii, sygn. 18/11

W wywiadzie - rzece, przeprowadzonym w 1999 roku przez Krystynę Starczak-Kozłowską, Andrzej Szwalbe wspominał między innymi czasy, w których powstawała w Bydgoszczy siedziba Pomorskiej Orkiestry Symfonicznej. Pytany o jej twórców, wypowiedział słowa, które widnieją wykute we wnętrzu gmachu filharmonii: Naród sobie.¹ Była to odpowiedź nawiązująca do panującego w Polsce stylu, który w czasie planowania i budowy bydgoskiego gmachu wyznaczał trendy w polskiej sztuce, w tym bardzo silne w architekturze.

W roku 1949 na Naradzie Architektów Partyjnych, przyjęto wytyczne realizmu socjalistycznego, które obowiązywały do około 1956 roku. Potępiono wówczas funkcjonalizm i przedwojenny „styl międzynarodowy”.

Rzut widowni, 1953 r., proj. inż arch. Andrzej Strachocki, inż. arch. Zbigniew Krasnodębski, ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej, sygn. 18/13 

Architektura miała stać się socjalistyczna w treści i narodowa w formie.² Owa forma miała sprowadzać się do czerpania ze stylistyki minionych epok: z klasycyzmu, renesansu, baroku i rokoka. Przeszłość podsuwała projektantom znakomite wzorce, jak pisał Adam Kotarbiński: Wszak mamy: barok zwany polskim, klasycyzm zwany warszawskim, mamy gotyk nadwiślański, a renesans jakiego ze świecą szukać gdzie indziej na świecie.³ Szczególne względy przypisywano formom wywodzącym się z klasycyzmu, dostrzegając w nich nieprzemijające wartości. Ich powaga i umiar miały obrazować potęgę i społeczną doniosłość spraw dziejących się za fasadami gmachów. Jednocześnie monumentalne budynki miały spełniać rolę edukacyjną - wzbogacać wewnętrznie, zachęcać do kształcenia się.⁴ Paradoksalnie jednak „cytaty” z dawnych stylów nazywano wstecznictwem, a formy nowoczesne - epatowaniem indywidualizmem. Postulowano współdziałanie między architekturą, rzeźbą, malarstwem i rzemiosłem. Pozytywnych wzorców należało szukać w architekturze radzieckiej. Wskazywano takie moskiewskie realizacje jak: Mauzoleum Lenina, gmach Rady Ministrów, Bibliotekę Lenina, zabudowa nabrzeży rzeki Moskwy.⁵ Przyjęte wytyczne nie ułatwiły wypracowania spójnej teorii architektonicznej. Górnolotnie formułowane postulaty rozmijały się z praktyką. W wytycznych skupiano się bardziej na kwestii, jak nie budować. Wydana w 1953 roku Architektura Polska 1950-1951 była nie tyle analizą stylową czy krytyczną ale wyborem projektów. Pokazują one jak niewielkie pole manewru mieli architekci. Budynki były do siebie bardzo podobne. Wykorzystywały monumentalny neo-klasycyzm, uzupełniony propagandową w treści płaskorzeźbą.⁶


Ów styl stawiał przed architektem nowe zadania. Nie miał on być indywidualistą prowadzącym prywatną pracownię projektową. Od tej pory architekci pracować mieli w zespołach, wzorowanych na radzieckich biurach projektowych. Pierwszy powołano do życia w marcu 1947 roku jako Zjednoczone Pracownie Architektoniczne. Rok później - Państwowe Biura Projektowe. Nad nimi, od 1950 roku czuwał Komitet Koordynacyjny Biur Projektowych.⁷

Koncepcje planistów, pracujących w kilkuosobowych zespołach konsultowane były z politykami związanymi z nową urbanistyką, za którą uznawano: budynki siedzib partii, gmachy państwowe, place i szerokie aleje, gdzie mogłyby odbywać się manifestacje oraz osiedla rozumiane jako tereny życia zbiorowego.

Komunistyczna władza zakładała w swoim propagandowym programie zaangażowanie sztuki do celów politycznych. Obiekt musiał zaspokajać potrzeby całego miasta.

Pojedynczy, niewielki budynek miał stanowić część większej całości - osiedla czy w dalszej perspektywie całego miasta. Nawet jeśli mamy do czynienia z budynkiem o specjalnym przeznaczeniu, z którego korzysta niewielka stosunkowo ilość osób - to możemy być pewni, że ten, budynek powstał dla dobra ogólnego.⁸

Niewątpliwie budynkiem o specjalnym przeznaczeniu była i do dzisiaj pozostaje bydgoska filharmonia.

Wyzwolone w styczniu 1945 roku miasto ucierpiało w niewielkim stopniu. Można było przynajmniej spróbować wysunąć postulat wzniesienia tak elitarnego obiektu jak filharmonia, nie narażając się na zarzut ekstrawagancji, gdy bardziej potrzebne były bloki, szkoły i przedszkola. Zbudowano nawet (w latach 1947-1949) teatr miejski.

Próbę walki o budynek dla Pomorskiej Orkiestry Symfonicznej podjął dyrektor tejże, wysyłając do władz miasta w lutym 1953 roku pismo uzasadniające konieczność powstania Sali Koncertowej. Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że sama działalność koncertowa mogłaby nie znaleźć aprobaty, do zadań priorytetowych dodał oprócz występów orkiestr: akademie, odczyty i wieczory literackie.⁹ Słowo walka, użyte w poprzednim zdaniu jest jak najbardziej zasadne. Od tego momentu do inauguracyjnego koncertu, czyli do 1958 roku toczyć się będą prawdziwe boje. Z placu budowy, jak z pola bitwy miejscowi dziennikarze donosili o kolejnych postępach, wzorując się na swoich kolegach po piórze ze stolicy, którzy na bieżąco informowali warszawiaków o przebiegu robót na trasie W-Z. Nie będzie miesiąca, ba, czasem tygodnia bez wiadomości o postępach prac.¹⁰

W porozumieniu z Centralnym Zarządem Oper, Filharmonii i Instytucji Muzycznych w Warszawie, Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej (Wydział Budownictwa) 24 marca 1953 roku podjęło uchwałę w sprawie budowy Państwowej Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy.¹¹ We wstępnych koncepcjach brano pod uwagę budowę nowego gmachu na terenie byłego cmentarza ewangelickiego przy ul. Jagiellońskiej, plac Kopernika oraz parcelę zajmowaną obecnie przez Zespół Szkół Muzycznych.

 Projekt koncepcyjny, 1953 r., inż arch. Jan Kossowski, 
ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej, sygn. 18/24

Wstępne założenia urbanistyczne przygotował zespół pod kierunkiem inżyniera architekta Jana Kossowskiego.¹² Plan przewidywał usytuowanie gmachu w miejscu, gdzie obecnie   znajduje się zespół szkół muzycznych i fontanna. Neoklasycystyczny gmach zaplanowano w linii północ-południe, z portykiem i wejściem głównym w elewacji północnej, poprzedzonym niewielkim, prostokątnym placem. Plan przewidywał obsadzenie parceli drzewami.

Jednocześnie Dyrekcja Filharmonii w porozumieniu z Zarządem Biur Projektowych rozpisała zamknięty konkurs na projekt i otoczenie budynku filharmonii. Ostatecznie miał on stanąć na terenie ogródków działkowych i dawnych kortów tenisowych, w sąsiedztwie parku im. Jana Kochanowskiego, u zbiegu ulic Libelta i Staszica. W konkursie wzięły udział:

-    dwa zespoły architektów z Warszawy: Miastoprojekt Stolica (zespół pod kierunkiem inż. arch. Tomaszewskiego) i Miastoprojekt Specjalistyczne (inż. arch. Andrzej Strachocki, inż. arch. Zbigniew Krasnodębski)

-    jeden zespół z Gdańska: Miastoprojekt Gdańsk (inż. arch. Adam Matoń i inż. arch. Ryszard Semka)

-    dwa zespoły z Bydgoszczy: Miastoprojekt Północ-Wschód (zespół pod kierunkiem inż. arch. Janusza Jerki) i Biuro Projektów Budownictwa Przemysłowego (pracujący pod kierunkiem inż. arch. Jana Kossowskiego). Projektantom w wytycznych konkursowych podano ściśle: wymiary budynku: 35 m x 45 m i jego wysokość - 18 m.¹³ Jury pod przewodnictwem prof. Piotra Biegańskiego (współtwórcy odbudowy Starego i Nowego Miasta w Warszawie), do realizacji wybrało projekt przygotowany przez zespół bydgoskiego Miastoprojektu.

Na czele zespołu architektów Miastoprojektu Północ-Wschód stanął Stefan Klajbor, absolwent Politechniki Gdańskiej, dokonujący korekt planów podczas trwania budowy. Konstruktorem gmachu został inż. arch. Bogdan Piestrzyński.¹⁴ W trakcie prac nad wnętrzem do zespołu dołączył projektant akustyki Witold Straszewicz.¹⁵

Warto jednak przyjrzeć się zachowanym projektom odrzuconym przez jury.

Najbliższy stylistyce zwycięskiego planu był ten przygotowany przez BPBP (Biuro Projektów Budownictwa Przemysłowego w Bydgoszczy) pod kierunkiem inżyniera Jana Kossowskiego. Architekt bydgoski, autor oryginalnych, luksusowych willi z okresu międzywojennego, zaproponował klasycystyczny budynek z ryzalitem wejścia głównego dzielonym kolumnami w elewacji frontowej i rzędami smukłych kolumn rytmizujących pozostałe elewacje. Lekkości dodawały korynckie kapitele i przede wszystkim ażurowo opracowane uskokowe płyciny umieszczone w skrajnych ryzalitach przerywające monotonię gładkich płaszczyzn ścian oraz dekoracja attyki wywiedziona z modnego przed II wojną światową art déco.

 
Widok frontowy alternatywny II, 1953 r., proj. Miastoprojekt Bydgoszcz, ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej
sygn. 18/17

W głównej, jednoprzestrzennej sali koncertowej przewidziano ukształtowanie sceny na wzór teatralny: z fosą orkiestrową, estradą i z kurtyną. ¹⁶

Elewacja pd.-zach., 1953 r., inż. arch. Jan Kossowski,
 ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej, sygn. 18/20

Warszawski Miastoprojekt-Specjalistyczne zainspirował się górującą nad częścią miasta, gdzie stanąć miał nowy budynek, kopułą kościoła p.w. św. Wincentego a Paulo. Gmach nakryty kopułą krył we wnętrzu dużą owalną salę główną.¹⁷ Chociaż warszawski zespół mógł tylko czerpać inspiracje z planów dla domu kultury dla Żoliborza. Jego pomysłodawca - Stanisław Brukalski z zespołem zaproponował podobny silny akcent - kopułę nad głównym korpusem gmachu domu kultury.

Wybrany do realizacji w Bydgoszczy projekt przypominał kostiumem zewnętrznym odbudowywaną w stolicy Filharmonię Narodową, otwartą po odbudowie w 1955 roku. Projektując główną salę koncertową sięgnięto po wzór z londyńskiej Royal Festival Hall.¹⁸ Podobny do bydgoskiego obiekt stanął również w Rzeszowie (dom kultury zaprojektowali dla tego miasta na początku lat 50. XX wieku Józef Polak, Włodzimierz Gierałtowski, Ryszard Karłowicz i współpracownicy). Analogie wskazuję po to, żeby pokazać i jednocześnie podkreślić, jak trudno było architektom w tamtych czasach poruszać się w ramach wyznaczonych przez rygory socrealizmu.

Wróćmy do Bydgoszczy. Prace budowlane rozpoczęły się w lutym 1954 roku. Jednocześnie, z okazji zakończenia przez pracowników Miasto-projektu dokumentacji technicznej umożliwiającej terminowe rozpoczęcie prac przy budowie, odbył się w Pomorskim Domu Sztuki uroczysty koncert.¹⁹

Przy wykopach pod fundamenty pracowali w czynie społecznym kolejarze, harcerze, a bydgoszczanie namawiani byli do wpłacania pieniędzy na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy. W sposób zrozumiały chyba tylko dla Andrzeja Szwalbe budowa filharmonii bydgoskiej finansowana była z tak zwanych nadwyżek osiąganych w zbiórce na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy.²⁰ Mieszkańcom też się chyba nie mieściło to w głowach, bo dziennikarz „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” tłumaczył: Przecież tą naszą filharmonię otrzymaliśmy jakby w prezencie od Warszawy!²¹ To nie jedyny związek wznoszonej filharmonii z odbu
dowującą się stolicą. Dwukrotnie plac budowy w Bydgoszczy odwiedziła delegacja budowniczych Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina (wrzesień 1954, styczeń 1955)²². Po cennych radach mury pięły się w górę i 30 kwietnia 1955 roku, dzień przed 1 maja, na 35 dni przed terminem, na dachu zawisła wiecha. Z dumą podkreślano, że materiał na budowę pochodził z polskich fabryk i zakładów: cegła z cegielni w Szubinie, Fordonie i Chełmnie, stolarka okienna i drzwiowa z Zakładów Stolarki Budowlanej w Łodzi, kable do instalacji z Zakładów Wytwórczych Aparatów Niskiego Napięcia A-7 w Toruniu.²³ Ale największy wkład polskich artystów i rodzimej produkcji nastąpił dopiero w trakcie prac nad wnętrzem filharmonii. Od listopada 1954 roku pracował nad nim zespół plastyków toruńskich: Stefan Zarębski, Józef Kozłowski, Józef Kowalczyk.²⁴ I tak ich wizje konkretyzowały się dzięki: Bydgoskiej Fabryce Mebli - która przygotowywała 13-metrowe boazerie dla głównej sali koncertowej, dodajmy, że drewno brzozowe, jesionowe i sosnowe na nią pochodziło z Puszczy Białowieskiej; Bydgoskim Zakładom Sprzętu Okrętowego w Bydgoszczy - dostarczającej sprzęt oświetleniowy. Sprowadzono z Kielc marmury, granit z Radkowa, piaskowiec z Dołów Biskupich koło Radomia, balustrady na kraty i grzejniki wykuła Kuźnia Artystyczna z Gdańska, żyrandole ze Szklarskiej Poręby (co podkreślano, w tej samej hucie szkła wyprodukowano żyrandole dla Pałacu Kultury i Nauki).²⁵ Co nieustannie podkreślała prasa, polskie były nie tylko materiały, myśl techniczna, ale też wszyscy wykonawcy od inżynierów po betoniarzy i stolarzy (choć trudno wyobrazić sobie by mogło być inaczej!).

Oprócz Stefana Klajbora i Bogdana Piestrzyńskiego, projektanta i konstruktora gmachu filharmonii, dyrektora Andrzeja Szwalbego, o którym mówiono, że jak go w mieście nie można znaleźć to na pewno jest na budowie,²⁶ należy wspomnieć o jeszcze jednej bardzo ważnej postaci, o Witoldzie Straszewiczu²⁷, z Zakładu Elektroakustyki Politechniki Warszawskiej (na pewnych etapach prac pomagał W. Straszewiczowi Maksymilian Abramczyk). To ich praca, nad akustyką głównej sali, połączona z serią prób instrumentalnych²⁸ sprawiła, że Bydgoszcz szczyci się salą o doskonałej akustyce.²⁹ Jednoprzestrzenne wnętrze głównej sali koncertowej otrzymało duże, amfiteatralne nachylenie. Nad estradą umieszczono tak zwane reflektory akustyczne. Na tylnej ścianie umieszczono pryzmy, całe wnętrze wyłożono boazerią zmniejszającą czas pogłosu na niskich częstotliwościach, celem uzyskania wyrównanego czasu pogłosu w całym zakresie częstotliwości.³⁰ W dolnej części, boazerię zainstalowano kilka centymetrów od ścian, tworząc tak zwaną „kurtynę rezonansową”. Salę, dla lepszego rozchodzenia się dźwięków zaprojektowano bez balkonu i bez lóż. Duma ze wspaniałej akustyki sprawiła, że w artykułach prasowych pojawiały się takie zdania: Jeśli chodzi o akustykę to zazdrość może ogarnąć wszystkie sale w kraju, a zwłaszcza nasza warszawska powinna chyba spłonąć ze wstydu.(...)³¹ czy Akustyka „realistyczna”aż za bardzo dla wybrednego ucha znawców.³² I jeszcze jeden cytat świetnie oddający klimat tamtych czasów, pochodzący z listu Andrzeja Szwalbego do ówczesnego Ministra Spraw Zagranicznych Adama Rapackiego: Akustykę zdołaliśmy osiągnąć naprawdę doskonalą. Nie powstydzimy się jej przed Wschodem ani Zachodem (...). Zgodnie ze wskazówką Tow. Ministra w jednym z ładniejszych pomieszczeń parterowych urządziliśmy dla pracowników klub-świetlicę.³³ Koncert inauguracyjny odbył się 15. listopada 1958 roku. Ci, którzy zbliżali się do filharmonii od zachodu, ulicą Słowackiego mogli podziwiać okazały gmach i 5. osiową elewację frontową, symetryczną, posadowioną na lekko występującym z lica cokole. Na osi elewacji 5 stopni prowadziło do trzech wejść mieszczących się w płytkich wnękach. W części centralnej umieszczono, przechodzącą przez dwie kondygnacje zdwojoną kolumnadę, połączoną w dolnej części odcinkami tralkowej balustrady. Na kolumnach wspiera się proste belkowanie, z napisem: Filharmonia Pomorska.


W trakcie realizacji zrezygnowano z dekoracyjnych fryzów i z rzeźb. Stało się tak z powodów obniżania kosztów budowy, co niewątpliwie zubożyło budynek. Trudno nie zgodzić się z Zygmuntem Mycielskim, który opisując w „Przeglądzie Powszechnym” nowo wzniesiony gmach zanotował, że filharmonia: wygląda, w rezultacie uproszczeń jakby uciekły zeń wszelkie kariatydy, fryzy i girlandy. ³⁴

We wnętrzu znalazły się dwie sale koncertowe - główna z 924 miejscami i kameralna ze 195 miejscami dla widzów.   

Od końca lat 70. do 90. XX wieku wnętrza filharmonii ozdobiono gobelinami, do których kartony przygotowywali między innymi Mieczysław Olszewski, Kiejstut Bereźnicki, Kazimierz Ostrowski, Jerzy Zabłocki i Tadeusz Brzozowski, Kazimierz Sramkiewicz. Tworzą one 5 cykli tematycznych: 1. Koncert Polski, 2. Harmonia Sfer i Mare Nostrum, 3. Rośliny i Zwierzęta, 4. Koncert Zapustny, 5. Groteski. Stworzono również galerię obrazów i rzeźb. W trosce o harmonię między sztukami - architekturą, rzeźbą, malarstwem i rzemiosłem pobrzmiewa echem postulat socrealizmu o współpracę architektów i artystów zjednoczonych w wykuwaniu lepszego jutra. Jak pisał w 1980 roku w jednym z listów Andrzej Szwalbe: (...) założyliśmy sobie, że równolegle z edukacją muzyczną w Filharmonii powinien się u naszych bywalców prawidłowo i wszechstronnie rozwijać gust estetyczny w dziedzinie sztuk plastycznych.³⁵
 

Dziś neoklasycystyczny gmach o harmonijnych proporcjach, otoczony zielenią, harmonijnie wkomponowuje się w koncepcję urbanistyczną realizowaną od lat 70. XX wieku przestrzeni wzbogaconej o pomniki znanych kompozytorów. Dzielnica muzyczna z gmachem filharmonii, z dźwiękami muzyki płynącymi w ciepłe dni z otwartych okien szkół muzycznych i Akademii Muzycznej, między drzewami w parku, pozostaje jednym z ulubionych miejsc odpoczynku Bydgoszczan.

________  

Wszystkie artykuły prasowe z lat 1954-1958 wykorzystane w artykule pochodzą ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy (dalej: AFP), dokumentacja: Wycinki prasowe i korespondencja; Budowa gmachu Filharmonii Pomorskiej 1954-1958, sygn. 86/3; za udostępnienie dokumentacji serdecznie dziękuję dyrektor Eleonorze Harendarskiej, za nieocenioną pomoc dziękuję również Adriannie Kwiecień z Filharmonii Pomorskiej.
1. K. Starczak-Kozlowska, Życie na przełomie. Opowieść o Andrzeju Szwalbe, Bydgoszcz 1999, s. 233.
2. Z. Tolłoczko, Architektura i społeczeństwo. Przegląd zagadnień budownictwa i urbanistyki w Niemczech około roku 1850 do około roku 2000. Od późnoromantycznego historyzmu do późnego socrealizmu, Kraków 2005, s. 265. Przywódca Związku Radzieckiego Józef Stalin traktował sztukę w tym architekturę jako środek walki klasowej, przyjęte w ZSRR założenia socrealizmu przyjmowały kolejno państwa z bloku krajów socjalistycznych.
3    A. Kotarbiński, Realizm socjalistyczny w architekturze, Warszawa 1952, s. 31.
4    K. Mordyriski, Plac Konstytucji eksperyment „wielkomiejskiego" socrealizmu, „Spotkania z zabytkami”, nr 2, 2008, s. 6.
5    E. Goldzamt, Zagadnienie realizmu socjalistycznego w architekturze, [w:] O polską architekturę socjalistyczną, Warszawa 1950, s. 38.
6    B. Garliński, Architektura Polska 1950-1951, Warszawa 1953.
7    K. Uchowicz, Architektoniczne wzorniki socrealizmu, [w:] Socrealizm. Fabuły-komunikaty-ikony, pod red. Krzysztofa Stępnika, Magdaleny Piechoty, Lublin 2006, s. 484-485.
8    K. Mordyński..., s. 15-16.
9    A. Szwalbe, W sprawie budowy filharmonii, „Gazeta Pomorska”, 24/25.01., s.5. Żadna z sal, w których „kątem”             koncertowała 50. osobowa orkiestra nie gwarantowała, nawet po przebudowie odpowiednich warunków do prowadzenia działalności artystycznej. Zespół korzystał z gościnności Państwowego Domu Sztuki (d. Kasyno Cywilne) przy ul. Gdańskiej 20 i Teatru Polskiego przy al. Mickiewicza 2.
10    O pracach informowały między innymi: „Gazeta Pomorska”, „Dziennik Wieczorny”, „Ilustrowany Kurier Polski”, „Trybuna Ludu”, „Słowo Powszechne”, „Nowy Tor”, „Pomorze”.
11    A. Kłaput-Wiśniewska, Wielka Filharmonia. Filharmonia Pomorska w latach 1953-1990, Bydgoszcz 2006., s. 69.
12    Projekt ze zbiorów Archiwum Filharmonii Pomorskiej, sygn. 18/20, 18/24
13    K. Józefczyk, Przed złożeniem projektów na gmach Filharmonii, „Gazeta Pomorska”, 25.03.1953, s. 6.
14    Gmach stanie obok Parku Kochanowskiego. Bydgoska filharmonia zostanie wybudowana wg projektów architektów bydgoskich, „Ilustrowany Kurier Polski”, 20.06.1953, s. 2.
15    O. Żyromski, Jubileusz gmachu Filharmonii Pomorskiej, „Dziennik Wieczorny”, nr 227, s. 9.
16    Projekt gmachu filharmonii przygotowanego przez bydgoskie Biuro Projektów Budownictwa Przemysłowego pod kierunkiem Jana Kossowskiego, 24.05.1953, zbiory prywatne Jerzego Kossowskiego.
17    AFP, Projekt gmachu filharmonii przygotowany przez warszawski Miastoprojekt - Specjalistyczne (A. Strachocki, Z. Krasnodębski), sygn. 18/10,18/11,18/12,18/13.
18    Z. Kuczewski, W1958 roku całkowite zakończenie budowy Filharmonii Pomorskiej, „Słowo Powszechne”, nr 117
19    Śpiewem pomagamy budować Filharmonię, „ Ilustrowany Kurier Polski”, 6.02.1954.
20    AFP, pismo dyr. A. Szwalbego z 20.02.1954.
21    Ziarnko do ziarnka aż zbierze się miarka, „Ilustrowany Kurier Polski”, 30.12.1954; autor artykułu stworzył dwie postaci prowadzące dialog na temat budowy filharmonii (jedna jest entuzjastycznie nastawiona do budowy, druga sceptycznie ale oczywiście daje się w koricu przekonać do słuszności przedsięwzięcia), podobny zabieg znany był w owym czasie z publikacji A. Kotarbińskiego, Realizm socjalistyczny..., gdzie autor tłumaczy założenia socrealizmu panu Zaskakiewiczowi.
22    Delegacja budowniczych, „Gazeta Pomorska”, 27.09.1954 (przyjechali do Bydgoszczy Margaretta Fiedosijewna i Wieniamin Ponomariow); Niecodzienne spotkanie, „Gazeta Pomorska”, 25.01.1955 (przyjechali do Bydgoszczy Michał Szipowalenko, Grzegorz Oleszczuk i Wiera Oleszczuk)
23    K. Chyła, Bydgoska Filharmonia, „Trybuna Ludu”, 14.01.1955.
24    Z. Łubieńska, Plastycy toruńscy opracowują wewnętrzną szatę Filharmonii Pomorskiej, „Ilustrowany Kurier Polski”, 17/18.04.1955.
25    AFP, A. Szwalbe, Scenariusz wystawy „Własnymi siłami”, 24.03.1958, sygn. 5/7; Barbara Stachowska, Filharmonia Pomorska, „Ilustrowany Kurier Polski”, 8/9.10.1955.
26    Targ wykonawców. Próby artystyczne, „Słowo Powszechne”, 17.09.1956.
27    A. K. Olszewski, Dzieje sztuki polskiej 1890-1980 w zarysie, Warszawa 1988, s. 88; W. Straszewicz zadbał również o akustykę w Filharmonii Częstochowskiej.
28    Przeprowadzono 6 prób akustycznych od czerwca do października 1957 r.
29    Z. Łubieńska, Plastycy toruńscy opracowują wewnętrzną szatę Filharmonii Pomorskiej, „Ilustrowany Kurier Polski”, 17/18.04.1955; od kwietnia 1955 r. nad akustyką głównej sali pracował zespól z naukowców z katedry elektroakustyki Politechniki Warszawskiej, ten sam, który pracował przy akustyce Filharmonii Narodowej.
30    A. Kaput-Wiśniewska, Wielka Filharmonia.., s. 72.
31    Z. Sierpiński, Aż zazdrość bierze, „Zycie Warszawy”, 30.11.1957.
32    J. Stefan, III koncert symfoniczny Filharmonii Pomorskiej, „Gazeta Pomorska”, 17.10.1957.
33    AFP, list dyrektora A. Szwalbego do Ministra Spraw Zagranicznych A. Rapackiego z dn. 15.11.1958, sygn. 86/3
34    Z. Mycielski, Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy, „Przegląd kulturalny”, 27.11.1958, nr 48.
35 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, Akta Filharmonii Pomorskiej, sygn. 76, list A. Szwalbego do prezy-denta Bydgoszczy Wincentego Domisza z 22 maja 1980 r.