piątek, 25 listopada 2016

Rezydencja prezydenta

Carl von Wissmann w latach 1831-1841 prezydent Królewskiej Regencji w Bydgoszczy

  Urodzony 7 września 1787 r. w Szczecinie. Przed przybyciem do Bydgoszczy pełnił funkcję dyrektora Wyższej Izby Obrachunkowej w Poczdamie. Formalną nominację na prezydenta Regencji w Bydgoszczy otrzymał  31 października 1831 r., lecz w mieście znalazł się dopiero w kwietniu 1832. Wyróżniał się zaangażowaniem, lecz wysiłek ten przekraczał jego możliwości fizyczne i zdrowotne. Wielokrotnie korzystał z urlopów i wyjazdów leczniczych, aby podreperować swoją słabą kondycję fizyczną. Wissmann interesował się także problemami Bydgoszczy. Był pomysłodawcą, członkiem-założycielem i pierwszym prezesem powołanego w Bydgoszczy 30 września 1832 r. Towarzystwa Upiększania Miasta (Verschönerungs – Verein zu Bromberg).

 Regencja Bydgoska na mapie Prowincji Poznańskiej z 1848

  Dzięki jego działalności zawdzięczała Bydgoszcz akcję systematycznego zadrzewiania ulic, urządzanie zieleńców i skwerów, budowę promenad i alei spacerowych. To z jego inicjatywy założono w 1832 r. park nazwany później jego imieniem (Wissmannshöhe, dziś Wzgórze Dąbrowskiego). Jego zasługi dla miasta były na tyle znaczące, że 10 sierpnia 1833 r. magistrat bydgoski przedstawił projekt nadania jemu honorowego obywatelstwa miasta. W okresie, gdy pełnił funkcję prezydenta bydgoskiej regencji oddano do użytku nowy gmach urzędu przy ul. Jagiellońskiej (Wilhelm Strasse, dziś budynek Urzędu Wojewódzkiego). 

W 1836 r. nabył za 4500 talarów willę od Marka Wincentego Chmielewskiego, dyrektora skarbu w Prefekturze Departamentu Bydgoskiego, usytuowaną nad Brdą przy ul. Marszałka Focha 5 (Kanal Strasse). Po jego śmierci wdowa odsprzedała dom władzom regencyjnym, który odtąd był rezydencją prezydentów Regencji w Bydgoszczy.

 Po prawej stronie willa prezydentów Regencji
w 1900 r.

Budynek w latach 1920-1939
Narodowe Archiwum Cyfrowe

  To miejsce dzisiaj

  Carl von Wissmann zmarł w Bydgoszczy 12 listopada 1841 r. po długotrwałej chorobie. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim przy ul. Jagiellońskiej (dziś Park Ludowy im. W. Witosa). Był odznaczony Orderem Czerwonego Orła III klasy oraz pośmiertnie Orderem Czerwonego Orła ze Wstęgą III klasy. Dla upamiętnienia park założony w 1832 r. z jego inicjatywy nazwano Wissmannshöhe dziś Wzgórze Dąbrowskiego.

źródła:
Bydgoski Słownik Biograficzny. Tom 5. Bydgoszcz 1995
Narodowe Archiwum Cyfrowe 
Fotopolska

piątek, 18 listopada 2016

Hity z wielkiej płyty

Mrówkowiec, Falowiec, Apteka, Szklarz... Osiedle Błonie w 1975 z archiwum Macieja Roguszczaka
Serdecznie dziękujemy za przesłane fotografie

1.

 2.

 3.

 4.

 5.

 6.

 7.

 8.

 9.

10.

piątek, 28 października 2016

Takács - strzelec bez jednej ręki

Károly Takács urodził się 21 stycznia 1910 w Budapeszcie, zm. 5 stycznia 1976 tamże – węgierski strzelec, dwukrotny mistrz olimpijski. Medalista mistrzostw świata i Europy, specjalista w strzelaniu z pistoletu.

Károly Takács strzela podczas zawodów 
Polska-Węgry-Jugosławia
Bydgoszcz 1961

   W młodości uprawiał m.in. narciarstwo oraz podnoszenie ciężarów. Ostatecznie wybrał jednak strzelectwo i strzelanie z pistoletu. W 1936 r. był już dobrym strzelcem, nie otrzymał jednak nominacji na Letnie Igrzyska Olimpijskie 1936, gdyż startować w nich mogli jedynie oficerowie.
 
  W 1938 r. był członkiem reprezentacji Węgier w strzelectwie, posiadał wówczas wojskowy stopień sierżanta. W tym roku podczas ćwiczeń wojskowych granat urwał mu prawą dłoń, w której zwykł trzymać pistolet. Spędził on miesiąc w szpitalu, a po opuszczeniu go zaczął ćwiczyć strzelanie lewą ręką, którą wcześniej nie strzelał. W 1939 r. zdobył mistrzostwo Węgier w strzelaniu z pistoletu i ponownie został członkiem kadry węgierskiej. W tym samym roku udało mu się zdobyć nawet tytuł mistrza świata. Po wielu latach zdobył indywidualnie dwa złote medale olimpijskie w konkurencji pistoletu szybkostrzelnego (1948, 1952).

  Za faworyta zawodów w Londynie uznawany był Argentyńczyk Carlos Enrique Díaz, ówczesny mistrz świata i posiadacz rekordu świata. Strzelający lewą ręką Węgier zdobył złoto olimpijskie i pobił rekord świata o dziesięć punktów. Cztery lata później obronił tytuł mistrzowski, zaś w Melbourne w 1956 nie zdobył medalu (zajął ósme miejsce).

 Károly Takács podczas zawodów 
Polska-Węgry-Jugosławia
Bydgoszcz 1961

  Był jednym z pierwszych niepełnosprawnych sportowców uczestniczących w igrzyskach olimpijskich. Trzykrotny medalista mistrzostw świata. W dorobku ma jeden złoty i dwa brązowe medale. Zdobył także jeden brąz na mistrzostwach Europy. Węgier był 35-krotnym mistrzem kraju. Takács zajmował się też trenowaniem młodzieży, jednym z jego najlepszych podopiecznych był Szilárd Kun, który uplasował się tuż za Takácsem podczas igrzysk w Helsinkach. 

źr.wikipedia

środa, 19 października 2016

Ksiądz Jerzy

"Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy."

19 października 1984 r. ksiądz Jerzy Popiełuszko odprawił ostatnią Mszę Św. w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników


 Tego dnia na bydgoskich Wyżynach tłumy czekały na przyjazd księdza. O godz. 18 rozpoczęła się msza. W powietrzu unosiła się atmosfera wielkiego misterium. Ludzie w skupieniu modlili się, niecierpliwie czekając na kazanie. Tymczasem ks. Jerzy kazania nie wygłosił. Poprowadził natomiast po mszy św. rozważania bolesnych tajemnic różańca.

– Trzeba było to słyszeć, kiedy kilkutysięczny tłum odmawiał Pozdrowienia Anielskie, a ks. Jerzy spokojnie prowadził rozważania poszczególnych tajemnic. Tak odmawianego różańca i przez tak wielu ludzi, szczególnie mężczyzn, w dotychczasowej historii tego kościoła nie było – podkreślał ks. Biniak.

 

  Ks. Jerzy powoływał się na słowa papieża o zwyciężaniu zła dobrem: – Tylko ten może zwyciężyć zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i wzbogacanie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego, mówił o prawdzie i sprawiedliwości, o konieczności zachowania wierności prawdzie: – Zwyciężać zło dobrem – to zachować wierność Prawdzie.

  Przypominał, że od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą: – Prawda jednak jest nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią, stąd też, jak powiedział zmarły prymas kard. Wyszyński: „Ludzi mówiących prawdę nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach”.

  Podkreślał, że człowiekowi nie wolno stosować przemocy: – Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, to walki ludzkiej myśli. Najnędzniejsze i najkrótsze to walki przemocy. W różańcowych rozważaniach na bydgoskich Wyżynach padły słynne już ostatnie publicznie wygłoszone słowa ks. Jerzego: – Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

  Wieczorem ks. Jerzy źle się czuł. Był zmęczony, ale też chory. Ktoś zaprowadził go na plebanię i dał termometr. Okazało się, że ma wysoką gorączkę. Księża z Bydgoszczy namawiali go, by tu przenocował, ale zdecydowanie odmówił. Tłumaczył, że rano powinien odprawić na Żoliborzu mszę i musi teraz wyjechać, by zdążyć.

  Przed odjazdem z jakimś niezwykłym pietyzmem włożył z powrotem sutannę. Dokładnie, jakby symbolicznie, pozapinał wszystkie guziki, żartując, że sutanna nieraz już ochroniła kapłana i dlatego pojedzie w tym stroju.

  Około godziny 21 Waldemar Chrostowski poszedł do garażu wyprowadzić samochód. Do drogi szykował się też jeden z zaufanych mężczyzn, Marek Wilk, który miał towarzyszyć księdzu w podróży do Warszawy.

  Ks. Biniak relacjonuje dalszy przebieg zdarzeń: – Jak przewidywał plan powrotu, oba samochody miały razem jechać do Warszawy, ale nagle ks. Jerzy uznał to za zbyteczne, zwłaszcza że benzyna była wówczas na kartki i nie chciał nikogo naciągać na koszty. Przekonywał, że jeżeli nikt nie zatrzymywał ich, gdy jechali w tę stronę, to tym bardziej nie będzie zatrzymywał wracających do domu. „Pogoda jest piękna, szybko przelecimy do Warszawy” – powiedział, a myśmy mu ulegli, bo nic nie zapowiadało niebezpieczeństwa. Stanęło na tym, że drugi samochód pojedzie tylko jako pilot do rogatek i gdy wyprowadzi ich na drogę do Warszawy, wróci na Wyżyny. Dziś wiemy, że to był wielki błąd.

Fragment książki autorstwa Mileny Kindziuk „Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko” wydanej przez Axel Springer Polska sp. z o.o. / źródło: stacja7.pl

niedziela, 2 października 2016

Dni Bydgoszczy '77

   "Dni Bydgoszczy" organizowane w roku 1977 po raz piąty stały się dniami masowych imprez, sportów, szeregu wystaw, konkursów itp. Do imprezy w pełni włączyły się załogi bydgoskich zakładów pracy, a 12 zakładów produkcyjnych, których wyroby znane były jako „bydgoskie” w kraju i za granicą, wystawiło swe eksponaty w salach NOT-u. „Dni Bydgoszczy" trwały od 28 maja do 5 czerwca. Imprezę zainaugurował koncert w Filharmonii Pomorskiej, na którym wiceprezydent miasta  Józef Wiśniewski ogłosił rozpoczęcie obchodów. W tym samym dniu przeszedł przez miasto barwny korowód młodzieży od stadionu „Zawiszy" do Starego Rynku gdzie m.in. wystąpiła z młodzieżowym programem bydgoska kapela „Spółka z Zaułka". W Parku Ludowym odbył się również bydgoski festyn osiedlowy. Wzięły w nim udział wszystkie Osiedlowe Komitety Samorządu Mieszkańców. Na specjalnie zbudowanej estradzie na Starym Rynku występowały zespoły muzyczno-śpiewacze z terenu miasta, orkiestra POW oraz teatr „Opery i Operetki”.

Pan Maciej Roguszczak nadesłał nam zdjęcia jednej z imprez na Błoniu, 
która odbywała się w ramach "Dni Bydgoszczy"
Serdecznie dziękujemy ;)

 "Dni Bydgoszczy" na Błoniu
ul. Władysława Broniewskiego 
archiwum Maciej Roguszczak / 1977

 "Dni Bydgoszczy" na Błoniu
ul. Władysława Broniewskiego 
archiwum Maciej Roguszczak / 1977

 "Dni Bydgoszczy" na Błoniu
ul. Władysława Broniewskiego 
archiwum Maciej Roguszczak / 1977

 "Dni Bydgoszczy" na Błoniu
ul. Władysława Broniewskiego 
archiwum Maciej Roguszczak / 1977

 "Dni Bydgoszczy" na Błoniu
archiwum Maciej Roguszczak / 1977