sobota, 23 lutego 2019

Brda w liczbach

Zakłady Radiowe "Eltra" to dawna bydgoska fabryka radiowa założona w 1920 roku, a znacjonalizowana w 1945 roku. Od lat 50 XX w. zrzeszona w Zjednoczeniu Przemysłu Elektronicznego i Teletechnicznego "Unitra". W 1959 roku wyprodukowała MOT-59 - pierwszy polski odbiornik radiowy tranzystorowy klasy konsumenckiej. Od lat 70. do lat 80. XX wieku przedsiębiorstwo produkowało m.in. kalkulatory przenośne w wersjach 10U, 11U, 12U, 13U i 14S.

Kalkulator BRDA 12U wyposażony był w działania matematyczne: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, obliczenia procentowanie i pierwiastka kwadratowego, obliczanie potęgi drugiego stopnia. Była także możliwość zmiany znaku liczby, a także pokazania liczby odwrotnej do danej. Posiadał pamięć z możliwością dodawania, odczytu i kasowania. Wyświetlacz 9. pozycyjny oparto na diodach LED. Zasilany był z baterii 9V lub dedykowanego zasilacza. Oparty o krajowe układy scalone i wyświetlacz produkcji CEMI (MC 14007, UCY 74548/74549, CQYP-95). Priorytetem podczas konstrukcji były możliwie jak najmniejsze wymiary oraz zmieszczenie się na jednej warstwie, co się udało. Kalkulator 12U był sporo mniejszy w porównaniu do kalkulator BRDA 10U, opartym także o te same układy.

Dane techniczne kalkulatora BRDA 12U:

• cztery podstawowe działania matematyczne,

• działania ułatwiające: × i %,

• funkcja pierwiastkowania i podnoszenia do 2-giej potęgi,

• zmiana znaku liczby poprzez klawisz +/-,

• pamięć sterowana klawiszami M+, M-, MT, MR, CM,

• wskaźnik sygnalizujący potrzebę wymiany baterii,

• wskazanie zaangażowania pamięci,

• czas pracy: ~3 godz. (przy zasilaniu bateryjnym).


 Kalkulator BRDA 12U z zasilaczem i etui
Źródło: olx.pl

Układy zawarte w kalkulatorze BRDA12U:

 • MC74007 - jednostka centralna kalkulatora.
   (działania matematyczne: 8 cyfr, +, -, *, /, %, √, 1/x, x²)
 • UCY74548 - Wyświetlacz (display driver)

 Schemat ideowy kalkulatora BRDA 12U
Źródło: oldcomputer.info

Schemat połączeń kalkulatora z układem typu MC74007
Źródło: oldcomputer.info 

 Płyta główna kalkulatora BRDA 12U
Źródło: oldcomputer.info 

 Wyświetlacz kalkulatora BRDA 12U
Źródło: oldcomputer.info 

 Miejsce na baterie w kalkulatorze BRDA 12U
Źródło: oldcomputer.info 

Karta gwarancyjna kalkulatora BRDA 11U
podbita 13 lutego 1979 roku
Źródło: sprzedajemy.pl


Na marginesie:

sobota, 2 lutego 2019

Towarzysz Honecker w Bydgoszczy

"Posprzątali i pomalowali pół miasta z okazji przyjazdu "dostojnego gościa" - Krzysztof Błażejewski, Express Bydgoski 4 listopada 2016 roku Link do artykułu

     Erich Honecker był, obok Jumdżajgina Cedenbała, jednym z dwóch przywódców "bratnich" narodów, którzy odwiedzili nasze miasto w czasach PRL.

Na bydgoskim Starym Rynku: 
od lewej Erich Honecker, Józef Majchrzak i Edward Gierek. 
©archiwum "Expressu Bydgoskiego"

      Był jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w całym „obozie państw socjalistycznych”. Jako przywódca NRD czuł się bezkarnym dyktatorem i dlatego został znienawidzony przez mieszkańców. Nawet po upadku berlińskiego muru do ustąpienia został zmuszony siłą. Uciekł wówczas do ZSRR, który odmówił wydania go Niemcom, gdzie miał być sądzony za liczne przestępstwa i zbrodnicze decyzje.

Zasłonili rudery

     W czasach hitlerowskich za działalność opozycyjną Honecker był więziony. Po wojnie wstąpił do partii komunistycznej, stał się bliskim współpracownikiem Waltera Ulbrichta, a po jego śmierci, w 1971 r. przejął "tron" w NRD. Miał wówczas 59 lat.

     Do Polski Honecker przybywał regularnie, w ramach spotkań „bratnich przywódców”. W 1974 roku Edward Gierek postanowił gościowi pokazać nasz region, jako przodujący przemysłowo i rolniczo. Ponieważ wizyta została zapowiedziana dużo wcześniej, w Bydgoszczy zawrzało. Gospodarze miasta postanowili przed Gierkiem i Honeckerem zabłysnąć. W mieście rozpoczęło się wielkie sprzątanie. Na głównych ulicach łatano dziury w asfalcie, poprawiano nawierzchnie brukowane. Zakryto szpetne tylne elewacje kamienic przy ul. Długiej wielką planszą z widokiem Bydgoszczy autorstwa Dahlberga, zasłonięto co brzydsze bramy, pośpiesznie też malowano frontowe elewacje domów, co w kontraście z sypiącymi się pozostałymi ścianami tych samych domów budziło wśród bydgoszczan śmiech. Rządowy Ił-18 usiadł na płycie bydgoskiego lotniska wojskowego o 11.45. Był szósty dzień czerwca 1974 roku. Już na lotnisku miała miejsce owacja bydgoszczan na cześć drogiego gościa, tzw. spontaniczna manifestacja przyjaźni z udziałem spędzonej młodzieży szkolnej.

 Źródło: Bundesarchiv

Szpalery pękają, robotnicy, młodzież i mieszkańcy 
Bydgoszczy z kwiatami podbiegają do gości...
- lokalna prasa w 1974 roku.

 Źródło: Bundesarchiv

     W samo południe kolumna samochodów (otwarte limuzyny „Czajka”) ruszyła z lotniska. W pierwszym jechali Erich Honecker, Edward Gierek i I sekretarz KW PZPR Józef Majchrzak, w drugim - premierzy: Horst Sindermann, Piotr Jaroszewicz i wojewoda bydgoski Edmund Lehmann. Wszyscy wysiedli na Starym Rynku, aby złożyć kwiaty pod pomnikiem Walki i Męczeństwa. 

Źródło: Bundesarchiv

Spontaniczne powitanie

Potem kawalkada aut udała się okrężną drogą (akurat rondo Jagiellonów znajdowało się w trakcie gruntownej przebudowy) przez ul. Mostową, Gdańską, Krasińskiego i 3 Maja do bydgoskiego "białego domu", gdzie goście zostali podjęci uroczystym... śniadaniem. 

  Źródło: Bundesarchiv

      "Spontaniczna manifestacja na ulicach Bydgoszczy - donosiła prasa. - Szpalery pękają, robotnicy, młodzież i mieszkańcy Bydgoszczy z kwiatami podbiegają do gości"...

    W trakcie spotkania w siedzibie Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wygłoszono tzw. toasty, czyli dłuższe okolicznościowe i grzecznościowe przemówienia. Podkreślano w nich przemiany, jakie zaszły na ziemi bydgoskiej dzięki zwycięstwu klasy robotniczej. 

 Źródło: Bundesarchiv

     O 14.30 goście z pełnymi brzuchami zajęli miejsca w samochodach. Kolumna pojazdów przejechała znów 3 Maja, Staszica, Paderewskiego, pl. Weyssenhoffa, Al. Powstańców Wlkp., Szeroką (dziś Wyszyńskiego) do Fordońskiej i udała się w kierunku Torunia.

Teczka osobowa

Erich Honecker
Wschodnioniemiecki dyktator stracił władzę 17 października 1989 roku, dzień po masowych demonstracjach antyrządowych w Lipsku. Tego dnia Biuro Polityczne SED przegłosowało zmiany w kierownictwie partii i rządu. Erich Honecker natychmiast "zachorował" i trafił do radzieckiego szpitala wojskowego w Berlinie, a następnie samolotem został wywieziony "za zasługi" do Moskwy. Po rozpadzie ZSRR schronił się w ambasadzie Chile w Moskwie (w tym kraju osiedliła się córka Honeckera). Mimo tego, został wydany władzom Niemiec, lecz procesu mu nie wytoczono, kiedy okazało się, że jest śmiertelnie chory na raka. Zezwolono mu także na wyjazd do Chile, gdzie zmarł w 1994 r. w Santiago. Miał 82 lata.

Źródła: Bundesarchiv i Express Bydgoski

wtorek, 29 stycznia 2019

Piękne kadry z ciężkich czasów

Na portalu fotopolska.eu użytkownik Maxwell dodał kilka ciekawych zdjęć z okresu okupacji niemieckiej Bydgoszczy i okolic m.in. Kruszyna, Lisiego Ogona i prawdopodobnie Zielonczyna. Archiwum fotografii: Folke Schimanski

 Bydgoska Wenecja w 1940 roku
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Rok 1940
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Rok 1940
 Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Bydgoszcz w czasie okupacji
 Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Bydgoszcz rok 1940
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

Bunkier w Kruszynie albo w Zielonczynie
 Lata 1940-1945
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

      Kruszyn w 1944 roku.
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Gospodarstwo rodziny Rössler w 
Kruszynie w 1944 roku
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Koło Kruszyna, rok 1944
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

 Jaz koło śluzy Lisi Ogon na 
Kanale Górnonoteckim w 1944 roku.
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

Nieistniejące już gospodarstwa nad 
Kanałem Bydgoskim w 1944 roku
(Kanal-Kolonie B, Pawłówek)
Archiwum Folke Schimanski
Źródło: fotopolska.eu/Maxwell

wtorek, 6 marca 2018

Rodzina Papierkowskich

 Leokadia i Emil Papierkowscy
archiwum rodzinne
Historia pomocy - Rodzina Papierkowskich

   Emil i Leokadia Papierkowscy, wraz z trójką dzieci - Jerzym, Zbigniewem i Janina - mieszkali w Bydgoszczy. Emil był nauczycielem w gimnazjum, Leokadia zajmowała się domem. Gdy wybuchła II wojna światowa przenieśli się do Komorowa k. Warszawy, gdzie żyli ich kuzyni. Papierkowscy zamieszkali w willi pewnej starszej, samotnej kobiety. Spędzili w Komorowie cały okres wojny. W 1939 r. niemieccy żołnierze zaaresztowali Emila, na szczęście wkrótce wypuścili go na wolność.

   W listopadzie 1939 r. najstarszy syn Papierkowskich Jerzy przyprowadził do domu dwójkę Żydów: Icchaka Rosenblata i Chanę Majzner. Mieli ponad 40 lat, przedstawili się jako rodzeństwo. Przed wojną Rosenblat był właścicielem przedsiębiorstwa włókienniczego w Łodzi. Papierkowscy postanowili im pomóc, udzielić schronienia. Emil pracował wtedy jako sekretarz w gminie, dzięki czemu udało mu się zameldować Żydów i wyrobić im fikcyjne dokumenty. Od tej pory Icchak i Chana mieszkali z Papierkowskimi jako Stanisław i Loda Wambach.

  Stanisławowi udało się znaleźć zatrudnienie w Warszawie. Pracował jako dozorca w fabryce, a zarobione pieniądze przekazywał Papierkowskim na utrzymanie. Loda pomagała Leokadii w prowadzeniu domu i pracach w ogrodzie. Wszyscy domownicy żyli jak jedna rodzina, wspólnie jadali posiłki, spędzali czas.

   Żaden z sąsiadów nie wiedział, że Papierkowscy pomagają Żydom. Rodzina unikała kontaktów towarzyskich. Jedyną osobą, która zaczęła nabierać podejrzeń był wójt. Nie wszczął jednak żadnych działań, które mogłyby zdemaskować ukrywanych. Stanisław i Loda doczekali u Papierkowskich wyzwolenia. „Uważam, że się dobrze stało, że się chociaż dwoje ludzi uratowało” – wspomina po latach młodszy syn Papierkowskich, Zbigniew.

   Po wojnie okazało się, że ukrywani nie byli rodzeństwem, lecz parą. W  grudniu 1945 r. wzięli ślub.  Wyjechali do Łodzi, potem do Paryża, a w 1949 r. zamieszkali w Izraelu. Papierkowscy wrócili do Bydgoszczy. Po wojnie obie rodziny utrzymywały kontakty listowne.

   Za pomoc udzieloną Żydom rodzina Papierkowskich otrzymała w 1985 r. tytuły „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. W 1986 r. Janina Zduniak z d. Papierkowska odwiedziła rodzinę Rosenblatów w Izraelu.

Dyplom dla Emila i Leokadii Papierkowskich i ich dzieci 
wydany przez Instytut Yad Vashem
źródło: archiwum rodzinne

Magdalena Stankowska / red. Klara Jackl, maj 2012 

Tekst pochodzi z portalu sprawiedliwi.org.pl

Wersja Angielska / English version 

niedziela, 25 lutego 2018

„Bydgoszcz - mój fyrtel”

  Jako pierwsi przedstawiamy Czytelnikom książkę Romana Sidorkiewicza, pt.  "Bydgoszcz-mój fyrtel". Ta niezwykle ciekawa publikacja opisuje miejsca, ludzi, anegdoty i obyczaje głównie z PRL'u, ale sięga także czasów po przemianie ustrojowej 1989 roku. Odnosząc się do tytułu, fyrtlem autora są Śródmieście i Bielawki. Poniżej fragment książki i kilka fragmentów recenzji:

"[...] Na rogu Zamoyskiego i Gdańskiej stoi okazała willa. Piękna architektura, szeroki balkon ze schodami ku ogrodowi. Wewnątrz - salony. W ogrodzie można się bawić, biesiadować. Po I wojnie posesja była ponoć w rękach matki Poli Negri. Nie wiem dokładnie. Być może to prawda, być może fantazja, aby Bydgoszcz zbliżyć trochę do wielkiego świata. Natomiast prawdą jest, że kamienica na Zamoyskiego numer 8 należała do matki aktorki. Jest tam tablica pamiątkowa. Wróćmy do willi — po wojnie należała do resortu spraw wewnętrznych. Istniało tam słynne kasyno-klub o potocznej nazwie "Pod pałą". Był tam wyszynk, zabawy taneczne. Oczywiście dla swoich, choć trzeba przyznać, że obcy łatwo mogli wejść. 

Willa powstała w latach 1898-1899 według projektu architekta Karla Bergnera na zamówienie Carla Grosse. W latach 1962-1992 budynek był siedzibą Klubu Milicji Obywatelskiej. MO prowadziła w niej sklep i zakładową stołówkę, zwaną powszechnie "Pod pałą"

   Władza ludowa nie bardzo izolowała się od mas pracujących. Był ruch, życie kipiało. "Bufet obficie zaopatrzony"- to hasło widziano na afiszu informującym o zabawie w każdym zakątku Polski. Wiadomo, o co chodziło - o alkohol. Informowano w ten sposób, aby obywatele nie przynosili swego alkoholu, tylko na miejscu kupowali. Przeto dawali zarobić organizatorom. W klubie "Pod Pałą" bufet rzeczywiście zaopatrzony był obficie i to nie tylko w alkohol, ale w inne, mało dostępne w owym czasie, wiktuały.[...]"

***

   „Bydgoszcz - mój fyrtel” połknąłem jak świeżą sznekę z glancem. Ta książeczka jest jak stara szafa. Skrzypi jak ją otwierasz, wylatują mole, ale strojów do wyboru mnóstwo. Są w niej kawałki wesołe i bardzo poważne. Czasem przydługie, czasem z niedosytem. Są marzenia i niespełnienia. Roman Sidorkiewicz raczy nas Bydgoszczą wielobarwną. Po niektórych bohaterach prześlizguje się, na innych się skupia. Na tych kilkudziesięciu stronach jest Bydgoszcz, której w większości już nie ma, choć w niej jesteśmy. Nie bójmy się tego powiedzieć, Sidorkiewicz to lokalny patriota w najlepszym tego słowa znaczeniu. Czuje smak Bydgoszczy i ma na nią węch. Puszcza nam film o swoim, naszym mieście, a my otwieramy usta i oddychamy. Widać, że autor lubi swoich bohaterów, choć nie zawsze się z nimi identyfikuje. „Bydgoszcz - mój fyrtel” to jest dobrze napisana historia miasta ze wszystkimi jej wadami, przywarami i kompleksami. To jest prawdziwa Bydgoszcz. Czuje się, że ją kocha. Używa języka może trochę archaicznego, ale czytelnik ten język kupuje od pierwszych zdań. A już określenia: „milicjant obywatelski” czy „prowadziła się niezbyt ciężko” to po prostu majstersztyki. Ta książeczka ma jeden zasadniczy feler, jest za krótka. Otwierasz butelkę Kujawiaka, bierzesz kilka łyków i już koniec. A apetytu jest na więcej.

Józef Herold, dziennikarz, literat, animator kultury

   „Bydgoszcz — mój fyrtel” Romana Sidorkiewicza przeczytałem z prawdziwą przyjemnością z uwagi na dobre pióro autora ale też interesującą treść. Tekst zawiera noty wspomnieniowe ludzi, którzy przeminęli, jak też zarys stosunków kulturalno - społecznych jakie panowały w tym mieście. Mój pobyt w Bydgoszczy zaczął się dopiero z początkiem lat 90 - tych ubiegłego wieku i od tego czasu pojawiają się moje dzienniki i wspomnienia dość szczegółowo oddające ostatnie 30 — lecie... Zatem z zainteresowaniem czytam o ludziach, których już nie zdążyłem poznać. Umykają w zapomnienie ludzie aktywni i wartościowi - lekarze, ludzie sztuki i muzyki. Pojawiają się zatem w dobrym wspomnieniu Romana Sidorkiewicza postaci jak: lekarze Helena Rusinowa, Jan Hauslinger, Bernard Chełkowski, dyrygent Robert Satanowski, pisarz Krzysztof Nowicki, malarka Urszula Danielewska, muzyk Artur Grudziński czy sławna skandalistka Joanna Jonscherowa. Trudno nie wymienić Hieronima Konieczki, którego imię nosi dzisiejszy teatr czy Adama Grzymały Siedleckiego. Wiele ludzi przewija się przez ten niedługi tekst, zasługujący na publikacje dla zachowania dobrej pamięci o wybitnych bydgoszczanach.

prof dr hab. Józef Banaszak biolog, literat, byty rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego

   Opowieść Romana Sidorkiewicza pt. „Bydgoszcz - mój fyrtel” w pełni zasługuje na wydanie. Pisana świetnym językiem, pełna humoru i intelektualnego dystansu. Zawiera bezcenny materiał faktograficzny, przede wszystkim z lat 1950-1980. Przedstawia sylwetki mniej lub bardziej znanych, ale charakterystycznych bydgoszczan. Chroni przed zapomnieniem zdarzenia tworzące niepowtarzalny klimat miasta Bydgoszczy.

dr Stefan Pastuszewski, literat, historyk, działacz społeczny

   Roman Sidorkiewicz to inżynier, były radny miejski, działacz samorządowy na Szwederowie, bydgoszczanin, autor wielu tekstów w miesięczniku literackim „Akant” oraz w miesięczniku literackim- naukowym „Świat Inflant”. Jego praca, napisana w konwencji literackiej i popularnej, przystępnej dla wszystkich czytelników, przybliża społeczeństwu dotychczas mało znany temat dziedzictwa kultury bydgoskiej. Szczególne cenne są opisy, niekonwencjonalne zapiski biograficzne wielu znanych w Bydgoszczy osób, które już nie żyją. Autor znał je z autopsji lub obiegowych opinii czy publikacji; często zetknął się z nimi osobiście. Ponadto autor zastosował bardzo ciekawy opis osób żyjących, aktywnych i powszechnie znanych w mieście. Autor dokonał wyboru osób, ma on do tego prawo i na swój sposób ich przedstawił czytelnikom, szczególnie młodzieży. Osoby te stanowią koloryt miasta. Sidorkiewicz, w sposób zręczny, nieraz humorystyczny, odbrązowił swych bohaterów. Według swej oceny i doskonałego znawstwa, autor ukazał wizję osób i otoczenia, gdzie one żyły, czym się zajmowały, jaki miały stosunek do społeczeństwa, swoich bliskich i jego samego...Przeważają opisy osób z bydgoskiego śródmieścia i Bielawek. Autor skrupulatnie opisuje zdarzenia z życia codziennego aktywnych mieszkańców Romanowi Sidorkiewiczowi znakomicie udało się uchwycić mijający czas, który zarazem stał się fundamentem mentalności i tradycji bydgoszczan. Poprzez swoją dociekliwość i precyzję, bez patyny, autor pokazał jacy byli i są bydgoszczanie w jego pamięci i ocenie. Analizowana praca jest ważnym opracowaniem, można nazwać socjologicznym, źródłowym i historycznym dla współczesnych badaczy życia mieszkańców oraz regionalistów. Niezwykle ważną sprawą jest wskazanie przez autora miejsc zamieszkania swoich bohaterów. Wątki te stanowią cenny wkład do przedstawienia historii nie tylko miasta, ale samych ulic i domów. Autor przypomina także życie codzienne mieszkańców po II wojnie światowej, w czasach zmieniającej się rzeczywistości. Wskazał też na przenikanie i proces tworzenia się kultury mieszkańców miasta. Dotyczy to wszystkich osób, które przybyły po wojnie do Bydgoszczy z różnych stron. Przez kilkadziesiąt lat tworzyła się wspólnie, silna, własna tożsamość mieszkańców naszego miasta. Wzrastające zainteresowanie tym zjawiskiem tradycji umożliwia nie tylko diagnozę stanu świadomości społecznej, ale również formułowanie odpowiedzi na zasadnicze pytania dotyczące kształtowania się stosunków społecznych, narodowościowych, rodzących się ze stereotypów, a także mentalności grup społecznych. Proponuję dodanie do publikacji zdjęć różnych zakątków „fyrtla” Romana Sidorkiewicza jak również grafik, widoków, wizerunków osób np. karykatur. Mam przekonanie, że „ Bydgoszcz - mój fyrtel” będzie bardzo wartościową pozycją do badania dziejów kultury bydgoskiej.

dr Andrzej Bogucki, historyk, pedagog, działacz społeczny

czwartek, 21 grudnia 2017

Wystawa dobrej książki

    W latach 1933-1937 na terenie przykościelnym bydgoskiej fary przy ulicy Farnej 10 urządzano stoiska wystawowo - sprzedażne pod hasłem "Wystawa dobrej książki". Na zdjęciu widoczne stoisko z książkami z roku 1933 roku. Nad stoiskiem rozwieszono napis "Kto silnie kocha i głęboko wierzy, ten zawsze pisma katolickie szerzy". Inicjatorem był ksiądz Antoni Świadek - wikariusz w kościele farnym. Organizatorami wydarzenia były: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej oraz Stowarzyszenie Czytelni Ludowych. 
 
      Od lewej stoją: Florian Kaczmarek, Florian Tomaszewski, 
ks. Antoni Świadek, Stefan Wieszczeciński,
Edmund Szneider i Antoni Bleja. 
Archiwum:  Ewa Sobczyńska
Tekst: Rajmund Kuczma.
Źródło: Express Bydgoski, rok 1997.